poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Miasto Bólu cz.19

   Witam cały świat wspaniały, wraz z nową energią i nowymi częściami opowiadań. Blog od tera rusza i będzie płynął zwykłym ślamazarnym tempem w stronę ukończenia moich opowiadań. Zapraszam.
Miasto bólu cz.19 "Poranek"
   Eliza otworzyła leniwie oczy. Leżała w wielkim łożu z baldachimem. Przez płachty delikatnego, lekko różowego materiału padały promienie słoneczne, które dzięki temu nie raziły tak w oczy. Dziewczyna przewróciła się na bok, zwykle po przebudzeniu miała wiele energii, ale dziś mogłaby spać do południa. Zamrugała kilka razy, by przywrócić obrazowi ostrość.  W pomieszczeniu stały meble wyglądające na bardzo stare i wszystko pachniało kurzem i różami, które zresztą były wyryte w nogach taboretu stojącego przy łóżku. Mogłaby udawać, że jest księżniczką, ale nawet jako pięciolatka nie miała takich marzeń.
   Powoli przeciągnęła się i usiadła, bo takie nic nierobienie wydawało się być okropnie nudne. Dopiero gdy wstawała uświadomiła sobie, że zasnęła w innym miejscu, niż się obudziła. Pewnie to Rufus ją tu przytaszczył. Przecież nikt nigdy nic takiego by nie zrobił. Nie dla niej. Ale tutaj, w środku lasu,  wszystko było prostsze, lepsze, milsze. To, że nieznajomy facet ją tu przywiózł i położył do łóżka było całkiem na miejscu. Powoli podeszła do okna. Wiatr przechylał drzewa, a Eliza zamiast myśleć, że dosypano jej coś do picia (w końcu nie piła tamtej herbaty, więc po co się martwić na zapas) wolała poukładać sobie w głowie wczorajszy dzień.
   Nie zachowywała się normalnie. Karola powinna wyrzucić przez okno pędzącego autobusu, -na tę myśl mimowolnie się uśmiechnęła- Izie zwyczajnie dokopać, a dziadkowi... Cóż, tu było trochę trudniej. Oparła ręce o parapet i wbiła wzrok w odległy punkt na horyzoncie i kontynuowała rozmyślania. To spotkanie w szopie wyglądało jakby to była jakaś sekta. Tylko ten facet strzelający ogniem... z nim było stanowczo coś nie tak. Lepiej uznać to za złudzenie i zająć się czymś bardziej realnym, na przykład pistoletem. Nastolatka nie mogła sobie wyobrazić, że jej dziadek był zły. Ona tak. On nie. Kiedy rodzice umarli stał się jej jedyną podporą, więc nie chciała myśleć, czy jej życie opierało się na kłamstwach. Jednak musiała to zrobić. Dowiedzieć się prawdy. Tam leżało zdjęcie jej matki! I data jej śmierci. Mogła mieć nadzieję, że Paulo ścigał zabójcę (tylko to podobno był wypadek) i został po nim pistolet. To najgłupsze wytłumaczenie jakie mogła sobie wymyślić. Poszedłby na policję, powiedział jej... I jeszcze jest drugie pudełko, przyszłego mordercy nie można ścigać. Tam była jutrzejsza data, a właściwie dzisiejsza - przypomniała sobie. Nagle w jej fioletowych oczach pojawił się błysk. Miała odwiedzić dzisiaj Izę i przynieść jej sadzonki. W sumie to mogłaby olać małą, tak postąpiłaby gdyby z jej głową było wszystko w porządku, ale najwyraźniej nie było. Właściwie to od kiedy jest taka miła? Odwróciła się tyłem do okna. Uznała że wczoraj, kiedy Karol usiadł na jej miejscu. Ta niepisana zasada obowiązywała od dawna i nie robiła wyjątków dla nowych idiotów.  No może bez przesady z tym idiotą... Nieważne. Musiała zrobić porządek, tylko nie była pewna, czy zrobi to w stylu nowej, czy starej Elizy.
   -Dzień dobry! - Drzwi uchyliły się, a zza nich wyszedł Rufus. Dziewczyna uznała, że jego głos jest przesłodzony i musi mieć naprawdę dobry dzień, ale popatrzyła mu w oczy. Był w nich ukryty ból tak głęboki, iż nawet śmierć największego wroga nie mogłaby tego naprawić. 
   -Dzień dobry - powiedziała spokojnie i podeszła do niego. Chyba powinna podziękować za gościnę i wracać do domu. Wcale nie miała na to ochoty, wolała tu zostać i udawać, że wszystko jest w porządku. - Co się stało? - Wypaliła nie myśląc co mówi. Na te słowa odsunął się o krok i opuścił głowę.
   -Nic takiego. Naprawdę. To nic takiego... - Obrócił się chcąc ukryć smutek. Tak bardzo chciał wszystko jej powiedzieć, naprawdę wszystko, ale nie mógł tego zrobić. Mogłaby go znienawidzić. Dlatego gestem ręki pokazał by poszła za nim i ruszył przez korytarz. 
  -Ale wczoraj tak nagle wyszedłeś. Musiało coś się stać. - Eliza stała w progu chcąc dowiedzieć się czegokolwiek. On obejrzał się na nią zdziwiony, ale tylko przez chwilę. Dotarło do niego, o czym myślała i od razu się rozpogodził.
   -Zaraz ci powiem, zresztą i tak byś się dowiedziała. - Powiedział już całkiem spokojnie. Miał nadzieję, że morderstwo odciągnie jej uwagę od tego, czym się martwiła. Cały czas wierzył, że dziewczyna ma dobre serce. Jej matka też miała. Miała.

5 komentarzy:

  1. Podobają mi się twoje opowiadania,a o takim liczniku wyświetleń na razie marzę;) Lądujesz w obserwowanych. <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurczę, ale to super zakończyłaś :D
    Jestem ciekaw co będzie dalej :) Życzę WENY i czekam na next :P

    mlwdragon.blogspot.com
    historiaadam.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawe opowiadanie:) Czekam na kolejne części;)
    zapraszam:)
    http://my-life-my-dreams-my-story.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Nominowałam cię do LBA :333
    Więcej info u mnie na blogu:
    http://rejossgraphics.blogspot.com/2014/08/liebster-blog-award.html
    Dobrze wykonana robota :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak jak poprzedniczka chwalę zakończenie! Czekam z niecierpliwością na kolejną część.

    Pozdrawiam i życzę weny na kilogramy, Lucy. :)

    nimfadora-scatty-tonks.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Ludzie sami w sobie są nadzieją.