sobota, 3 stycznia 2015

Szaleństwa 2

    Pojawiły się prośby o kontynuację, więc jest druga część. Ostrzegam, że zmienia nam się punkt widzenia, czego osobiście nie lubię, ale inaczej się nie dało. Mam nadzieję, że nie przegięłam i będzie to zrozumiałe i przyjemne w odbiorze. Zwracam też waszą uwagę na ankietę po prawo.
"Szaleństwa cz.2"
    Jej usta otworzyły się w niemym krzyku, a paznokcie wbijały się w dłonie na tyle mocno, że na skórze pojawiło się kilka drobnych kropelek krwi. Wszystkie jej mięśnie było napięte, a na twarzy malowało się czyste przerażenie. Kobieta miała otworzone oczy tak szeroko, że miałem wrażenie, że zaraz upadną na podłogę. Gapiła się pustym wzrokiem, gdzieś w przestrzeń, ale miałem wrażenie, że jej pełne rozpaczy spojrzenie jest skierowane do mnie. Czyżby mnie o coś obwiniała? Nie. Nie mogło tak być, nawet mnie nie widziała. Mogła najwyżej patrzeć się w kamerę zainstalowaną w swojej izolatce. Jej usta jeszcze bardziej się rozszerzyły, a ja już nie mogłem wytrzymać tego widoku. Zaczęła płakać. Nigdy nie widziałem człowieka w takim stanie.
   -Proszę... - wyszeptałem - skończcie to. - Obróciłem się w stronę reszty osób obserwujących poczynania kobiety. Wyglądali na zafascynowanych, jakby była ich królikiem doświadczalnym. Właściwie... to na prawdę nim była. Nadal nie wiem czemu tu w ogóle przyszedłem. To miało być pomaganie przy próbach leczenia wirusa Alkebra, który atakował mózg. Z tego co było podane w wiadomościach wywoływał on żądze mordu, której nie sposób się oprzeć. Ludzie pod wpływem Alkebry tracili zmysły, przestawali logicznie myśleć, przestawali jeść, pić i umierali. Dodam, że jest zaraźliwy. Wystarczy wdychać to samo powietrze... Straszne. Kontem oka widziałem, jak chora kobieta pada na kolana. Całe jej ciało drżało, a na podłogę padały kolejne łzy, a ja nie musiałem nawet patrzeć a ekran monitora, by wiedzieć, że strasznie cierpi. Przecież ci lekarze mówili, że mają jakiś prototyp lekarstwa. Musieli mieć. W innym wypadku po co byłoby to wszystko?
   -Skończcie to - powtórzyłem, tym razem głośniej.
   Dopiero teraz ludzie w białych fartuchach zwrócili uwagę na mnie, nic nie wartego stażystę. Ktoś był bardziej zdziwiony, ktoś bardziej zmieszany, ale zdecydowanie nikt nie spodziewał się tej wypowiedzi. Jeden z mężczyzn zrobił zdecydowany krok na przód i podał mi butelkę z czerwonym płynem. Mówiąc dokładniej wcisnął mi ją w ręce mówiąc, z idealnie poważną miną: "Dobrze. Daj jej to." Nie ruszyłem się. Trzymałem w dłoniach butelkę, mając bardzo dziwne i złe przeczucie. Nie wiedzieć czemu, nie chciałem mieć z tym do czynienia. Na powierzchni krwistego napoju pojawiły się małe fale. Ręce mi drżały. Mężczyzna chyba widząc mój niepokój, popchnął mnie w stronę wielkich metalowych drzwi, tak że prawie w nie uderzyłem.
   Otworzyłem je i zamknąłem za sobą. Byłem w małym przedsionku, otaczały mnie jedynie stalowe ściany. Rozejrzałem się, trzymając jedynie butelkę z lekiem dla tej kobiety. Pomieszczenie było wyjątkowo klaustrofobiczne i pachniało chlorem. Powinienem był się śpieszyć, przecież ona cierpi. Niby to wiedziałem, jednak cały czas coś powstrzymywało mnie przed działaniem. Złapałem białą maskę, która miała mnie chronić przed zarażeniem się od chorej i wszedłem do pomieszczenia, w którym siedziała kobieta. Gdy zatrzasnąłem drzwi, odwróciła głowę w moją stronę. Mimowolnie zrobiłem krok w tył, przytulając się plecami do ściany. Jej wzrok był pusty, przerażony i gotowy zabić. Moje serce biło coraz szybciej, lecz nie chciałem dać tego po sobie poznać. Próbowałem wymusić na sobie uśmiech i powoli zbliżałem się do kobiety. Krok za krokiem."Jakbyś podchodził do wielkiego psa" - przeszło mi przez myśl. Próbowałem to zignorować. Kiedy już do niej dotarłem, odkręciłem korek.
   -Zaraz będzie lepiej - powiedziałem spokojnie - otwórz buzię.
   Jednak ona nic nie zrobiła, gapiła się tylko na mnie z rozdziawionymi ustami i wielkimi oczami. Wyglądała, jak ryba wyrzucona na brzeg, z tą tylko różnicą, że ona się nie rzucała. Złapałem ją za dolną szczękę i zmusiłem do otwarcia ust, po czym zacząłem wlewać w nią czerwony płyn. Piła łapczywie, ale nie chciałem żeby się zakrztusiła, więc starałem się nie przechylać za mocno butelki, która po chwili była już pusta.
   Miałem dziwne wrażenie, że słyszę w oddali czyjś śmiech, jednak nie zwracałem na to uwagi, bo cały mój świat zamknął się w jej zmieniających się oczach. Powoli źrenice kobiety zyskiwały normalny rozmiar, powieki częściowo je przykrywały, a wzrok robił się coraz bardziej świadomy, zdrowy. Chora próbowała się podnieść, przytrzymując się mnie. Była uśmiechnięta. Sprawiała wrażenie takiej delikatnej. Przytrzymałem ją, ale musiała być bardzo osłabiona, bo jej ciało robiło się coraz bardziej wiotkie, choć jej palce kurczowo zaciskały się na moich ramionach. Po krótkiej chwili nie była w stanie już nawet się ich trzymać. Ciało przestało się ruszać, kobieta już nie miała nad nim władzy. Trzymałem ją w swoich rękach w całkowitej stagnacji. Nawet nie drgnąłem. Mogłem jedyne patrzeć na delikatnie przymrużone oczy i spokojny uśmiech. Dopiero teraz dostrzegłem, że była na prawdę ładna. Kosmyk czarnych włosów zsunął się z jej twarzy, ukazując ją w całej okazałości. Wyglądała na młodszą niż jeszcze przed chwilą i miała urocze dołeczki w policzkach, i cały czas się nie ruszała. Moja dłoń powoli powędrowała do jej szyi. Przełknąłem ślinę, przytrzymując dwa palce w miejscu, w którym powinienem wyczuć puls.
   Nic.
   Była martwa. 
   Więc to ja...
   Moje ręce nagle się otworzyły wypuszczając ciało kobiety z objęć. Jej materialna powłoka upadła na podłogę, wydając głuchy odgłos, a ja nie mogłem się ruszyć. Ja. Ją. Zabiłem. Nic więcej nie działo się w mojej głowie. Tylko powtarzające się w kółko słowo: "Zabiłem." Wszystko było tak oddalone, nie chciałem już na nią patrzeć. "Zabiłem." Usłyszałem, jak drzwi się otwierają, i do pomieszczenia wchodzą naukowcy. "Zabiłem." Widziałem, jak się do mnie zbliżają. "Zabiłem." Usłyszałem śmiech. "Zabiłem."
    -Przecież chciałeś to skończyć. - To przepełnione jadem zdanie wyrwało mnie z otępienia. Odwróciłem się patrząc na mężczyznę, który podał mi tę butelkę. Nagle poczułem do niego obrzydzenie. Chciałem zetrzeć uśmiech z jego twarzy. Jak mógł to zrobić! Przecież musiał wiedzieć co się stanie. Nie miał prawa. Sam powinien to wypić. Powinien teraz zginąć. Powinien cierpieć. Za tę kobietę.
   Rzuciłem się na niego. Zmrużyłem oczy, zwinąłem dłoń w pięść i pędziłem prosto na niego pełen ohydnej nienawiści. Krzyczałem, jak obdzierany ze skóry. Uderzyłem go prosto w twarz i zaraz ktoś mnie odciągnął. Kilka osób trzymało mnie, nie dając dobrać się do tego sukinsyna. On powinien zapłacić! Szarpałem się ile sił, ale nie miałem szans. W końcu przestałem się rzucać i patrzyłem tylko zdenerwowany na tego człowieka.
   -Wirus się rozprzestrzenia -powiedział z uśmiechem na twarzy. Dopiero teraz zauważyłem, że jako jedyny mam maskę. Nie tak. Wszystko było nie tak.
   - I co? - Mówił zbliżając się do mnie, a z każdym krokiem jego okrutny uśmiech był coraz szerszy. - Jak to jest być zarażonym? Jak to jest być mordercą? - Ostatnie zdanie wyszeptał mi wręcz do ucha. Zadrżałem. Czułem, jak moje serce przyspiesza, a źrenice się rozszerzają.
   -Wy... - Nie mogłem z siebie nic więcej wykrztusić. Bałem się, choć już nikt mnie nie trzymał. Nie miałem zamiaru walczyć. Nie miałem sans na wygraną.
   -Tak. Wszyscy tu jesteśmy chorzy. Zabijaj, albo zostań zabity. Czyż nie?
   Opadłem na kolana. Czułem się, jak ta kobieta. Samotny, oszukany, zniewolony. Gorycz w moim sercu rosła z każdą chwilą, a ja nic nie mogłem na to poradzić. Byłem tylko mordercą. Chciało mi się płakać, krzyczeć... cokolwiek, ale nie miałem już wyboru. Ktoś pojął za mnie decyzję.
   Teraz muszę to zrobić.

10 komentarzy:

  1. Cudowne opowiadanie! Masz świetny styl pisania. Będę wpadać częściej :)

    Pytałaś mnie jak zrobiłam te napisy na papierze na moim blogu - to po prostu kawałek starej tapety :)

    reallylovediy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Piszesz jak prawdziwy pisarz! Masz wielki talent.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę się doczekać kolejnej części Miasta bólu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne , Świetne i jeszcze raz Świetne , piszesz genialnie. Powiem tylko jedno zdanie : ,,Chcę więcej " !
    Czekam na dalsze posty <3 ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie piszesz, nie jestem trochę w temacie ale to naprawię. Nie mogę się doczekać kolejnego wpisu! I jeszcze do tego rysunki, nic więcej nie mówić tylko genialnie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zacznę od złych rzeczy:
    - w Twoim opowiadaniu (czy mogę to tak nazwać?) wyłapałam dwa błędy "pojął" gdzie, moim zdaniem, lepiej pasowałoby "podjął" (podejrzewam, że to najzwyklejsza literówka) i gdzieś tam jeszcze brakowało ostatniej litery. Jak widzisz jesteś praktycznie bezbłędna - literówki są normą przy pisaniu na klawiaturze.
    - gdy kliknęłam "dodaj komentarz" coś stało się z szablonem. Wygląda to mniej więcej tak, że nagłówek i początek tekstu są takie jak być powinny, a niżej blog zmienia kolory, białe tło i różowy środek. Nie wiem, czy to wina mojego komputera czy coś z szablonem, ale wolałam o tym wspomnieć.
    I to tyle w tym temacie.
    Piszesz bardzo dobrze, profesjonalnie. Czyta się płynnie, lekko, a jednocześnie wczuwa się w tekst i przekazywane emocje. Pierwsze zdjęcie wpasowuje się w tekst, jednak drugie mnie lekko drażni, nieważne. Umiesz opisać coś z pozoru prostego, ale w taki sposób, że staje się to ciekawe (nie wiem czy zrozumiesz o co mi chodzi; po prostu podjerzewam, że zwykłą czynność kąpieli potrafiłabyś opisać w interesujący sposób). I podoba mi się odmienność Twojego opowiadania, wszyscy wolą złożone historie (nawet na jedną stronę A4) z dużą ilością akcji, a Ty napisałaś coś "spokojnego". Z całości wynika tyle, że stażysta podał truciznę pacjentce (pacjentka to chyba złe słowo).
    Nie rozumiem, dlaczego masz tylko cztery komentarze i to od jednej osoby. Moim zdaniem zasługujesz na więcej.
    Pozdrawiam
    http://stories-by-aru-and-saki.blogspot.com/
    + obserwuję i dodaję do listy czytanych blogów (która jest na moim prywatnym blogu, ten podlinkowany jest wspólny, jeśli chcesz zobaczyć czy serio Cię tam dodałam to link do niego jest w lewym pasku oznaczonego wyżej bloga)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniale piszesz :) Ciekawa inwencja :D
    Muszę znaleźć trochę czasu by nadrobić wszystkie zaległości związane z twoją twórczością :)
    Czekam na kolejną część, bo ta, jak i poprzednia były genialne :D
    Pozdrawiam!
    Ana

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetne, cudowne extra
    Przeczytałam kilka opowiadań, a to skomentuje
    Jest świetne. Super się to czyta. Masz bardzo bogate słownictwo ;-)
    Treść jest bardzo bardzo ciekawa.
    Bloga dodaję do obserwowanych.
    Spodziewaj się komentarza ode mnie w każdym kolejnym poście :-*
    Zapraszam też do mnie:
    itsmylife-dontyouforget.blogspot.com
    xxx

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetne, a zakończenie niespodziewane i smutne. No, ale gdyby było inaczej, to nie byłoby elementu zaskoczenia, prawda? Ciekawa jestem, czy to już koniec, czy będzie jeszcze jakiś ciąg dalszy. Byłoby fajnie przeczytać choćby jeszcze jedno opowiadanie w tak dobrym stylu :)

    OdpowiedzUsuń

Ludzie sami w sobie są nadzieją.